DYŻUR

To dopiero jest dla mnie inspirujące,15 lat temu trafiłem na dyżur ostry do szpitala w Rawiczu,a dziś sam mam dyżury.Jestem w pracy,,,,i pomagam,ratuję ludzi.Nie tak dawno z mozołem wracałem do życia,,,

SEN

Śpię,oddycha respirator,w czaszce dziura.Jest cisza,nikt na mnie nie krzyczy,ani też nikt mnie nie wała.Spokój.To dziwny spokój,z innego realu.Nie wiem czy myślę.

WYPADEK

Wczoraj około 21:00 doznałem urazu czaszkowo-mózgowego, działo się to w Starym Sielcu na ścieżce między pałacem, a sklepem spożywczym. Nic nie pamiętam, nic nie wiem. Nie wiem gdzie jestem, nie wiem kim jestem, nie wiem jak się nazywam. Formalnie śpię. Moja czaszka była wczoraj w procedurze ratującej życie trepanowana. Dzisiaj rano była ponowna trepanacja. Nie wiem dlaczego, nie wiem co się dzieje. Nie wiem gdzie jestem, nie wiem kim jestem, nie wiem co umiem, nie wiem jak się nazywam. Dużo tych nie wiem.

Żyję. Nie oddycham, oddycha maszyna. To respirator…

Tak było formalnie, ale wiem, że jeszcze Ktoś był przy mnie. Nie obok, ale przy mnie.

Działo się to 10.05.2o01 roku, czyli dokładnie 15 lat temu.

 

Nowy świat

10. maja 2001 roku chcąc, czy nie chcąc znalazłem się w obszarze śmierci. Nie umarłem, odżyłem. Pojawiłem się w nowym, innym, lepszym świecie. Ten nowy świat, to nowe wyzwania, nowe zadania, jednak w oparciu o stary, dobry fundament. Jestem tu i teraz, a moja dotychczasowa aktywność życiowa lekarska, zawodowa, pojawiła się biznesowa, skłania mnie do dzielenia się refleksjami, przemyśleniami i planami na przyszłość. Celem jest stworzenie przestrzeni dobra dla drugiego człowieka w oparciu o moje doświadczenia, z mojej osobistej traumy czaszkowo-mózgowej, ale i życiowej… Mam nadzieję, że tworząc coś zupełnie nowego w obszarze medycznym, neuropsychologicznym, mogę liczyć tak jak dotychczas na wsparcie wszystkich moich znajomych, ale też nieznajomych i całej olbrzymiej grupy pozytywnie działających na mnie ludzi z przestrzeni internetu, blogów… czyli tego całego pozytywnego myślenia. Moja aktywność życiowa i moje aktywne tu i teraz, to zasługa „późnej rehabilitacji”, czyli działań medycznych, klinicznych, takich jakie w moich marzeniach chiałbym udostępniać większej ilości ludzi.

Wywiad ze mną w „Głosie Wielkopolskim”

Ci, którzy mają pieniądze, upijają się do nieprzytomności, potem wzywają specjalistyczną ekipę na odtrucie i „czyści” wracają następnego dnia do swych zajęć. Można tak długo żyć, gdy ma się mamonę?

Można bardzo długo. Ja tak funkcjonowałem osiem lat. Przyjeżdżała tylko pielęgniarka, żeby mnie odtruć, ponieważ jestem lekarzem, więc nie potrzebowałem ekipy medyków. A przed jazdą do pracy brałem leki, które zastępowały mi alkohol. Ludzie dzielą pijących na dwie grupy: Genek ma mocną głowę, i może wypić pół litra, a Rysiek po dwóch kieliszkach jest zamroczony. Wniosek: Genek nie zejdzie na psy, a Rysiek tak. To błędne myślenie, ponieważ tolerancja na alkohol rośnie z upływem czasu; im dłużej pijemy, tym lepiej znosimy coraz wyższe dawki alkoholu. Tak się jednak dzieje tylko do pewnego czasu. Z mocną głową na pewno związane są nasze geny, ale po długim okresie picia niewiele już trzeba, aby osiągnąć stan upojenia. Czasem wystarczy jedno piwo.

Cały wywiad: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3357103,przeszedlem-droge-od-bialego-kolnierzyka-do-menela-i-z-powrotem-wywiad,id,t.html